|
|
sobota, 28 styczeń 2012, 15:40
Sobota...
|
A w sobotę po robocie, gdy ma tqbuk wolny czas.... g... od początku zakłamanie, wolnego czasu mam zdecydowanie za wiele, robota jest moją dobrą lub zła wolą. Akurat dzisiaj byczyłem się do godzin popołudniowych, czując się naprzemiennie, raz zdrów jak rybka aby za godzinę myśleć, ze to agonia.
Największym obciążeniem tqbuka jest zużyta a i mocno wyczerpana psychika. Byle drobiazg wprawia go nawet w euforię, ale i drobne podejrzenie zdrowotne daje skutek, jakbym przed chwilą zszedł z Murowańca, w deszczu i burzy, z własnym grzdylem na ramionach. Pisałem już o tym. Przeglądałem zdjęcia i natrafiłem na robione w górach, konkretnie zaraz przy wejściu do Doliny Białego, na skałkach, z Andrzejem, gdzie wejść było względnie łatwo. Ale powrót to głupie i niepotrzebne ryzyko. Już wlazłem na Zakopiec; głupiec seksualny, ale nie znacznie mniej cenię intymność od gór. Tqbuczy wybór. Wszyscy mają swoje wybory, dziś rano zadziwiła mnie Jarka, szukajac w mych płytach Chopina, znalazła oczywiście i puszcza jedną za drugą. Nic złego, poza drobną uwagą, że na krążkach najczęściej zgrupowane są utwory wg rodzajów, puścisz płytę z etiudami, a tam pierwsza oczywiście Rewolucyjna a potem 10 następnych. Jak ucho rozróżnia rodzaje muzyki, to słuchanie przez 3 godziny choćby etiud jest po prostu nudne.
Ale i tak mnie zadziwiła swą ochotą.
Dzisiaj jest koncert , ale zaniedbałem bilety a mym zdaniem słuchanie Chopina na stojąco jest profanacją Mistrza.
W nocy jak zwykle siedziałem przy oknie i myślałem jak zagospodarować dzień. Te słowa to komentarz do wspomnianego powyżej braku zajęć.
Obiecuję, że jutro odbędę dłuższą rajzę albo autem na
Annę, do znajomego opata w klasztorze albo do lasku widocznego z tarasu, co prawda najmniej podobać się mogącego, boć goły jak święty turecki a w zieleń ubogi jak przysłowiowa mysz kościelna.
Pieprzysz tqbuczku, jakbyś miał wiele do powiedzenia a tymczasem nuel. Rodzina milczy, szczególnie chodzi mi o Zakopiec i to w realu. Bedzie za tela.
|
|
Komentarzy:
0
|
|
piątek, 27 styczeń 2012, 12:44
|
| Czy ci sie chce czy nie... To twój jedyny obowiązek, g...o wiecej robisz, oczywista poza zeraniem i czynnościami wydalniczymi, a i one nie od ciebie zależą... a od pewnego czasu rzadzieją i częstościowo
a też koncystencjalnie..Tqbuku daj spokój własnej życi, jak sie tu mowi o organie bezpośrednio czyniącym tę ze wszech miar czasem dyskretna a czasem w asyście lekkiego trąbienia czynność przynoszącą wszelako ulgę...Stop, na "Polu" mróz, teraz minus pięć, jutro ma sie zacząć tręd rosnący z limesem w okolicy dwóch dych... Nic to,nic Baśka- my mieli za Uralem nawet minus tricat piat gradusów...
I zywszy i pracowawszy, pare miesiecy...Ocena- skrajnie nedatywna... ale kto wie może w Afryce gorzej
Ale były kłopoty, na premier głupie wysikanie- wyciągnąc go gdzieś w kącie- ostrzegali- NIE- zamarznie struga, a za nia on, teraz to , no i co z tego, ale wówczas, przy takim braniu jakie mieli mążczyzni- to szkoda, byłaby nie do wyszacowania. Aleś się naświnił rostomiły tqbuczku...
Wrociła z zakupow piatkowych Jarka, niezbyt zadzwigana, bo obiad jak zwykle wczorajszy..
W stołówce ciś takiego byłoby nie do pomyślenia.. Ale u Wierzynka tak im lepsza knajpa tym wiecej potraw repetuja z dnia na dzień...
Małe, jeszcze z Singa nie odezwalo się, trudno, brak dostepu lub checi albo obu rzeczy naraz. Ale dobrze, ze jest jak jest. Rodzenstwo kontaktowało się, wysłuchiwało info o katastrofalnym stanie zdrowia starszego brata i robiło adio na dalszy tydzień.
A mnie już nie tylkopo nocach ale i we dnie majaczy się bloczek granitowy z krzyżem na nosie. Muszę go przed śmiercią zobaczyć, to taki mój wewnętrzny imperatyw.
Szansa niby jest, bo jak braciak usłyszał, ze jadę z Jarka, to zaraz wzrosła mu ochota, bo on ją lubi znacznie bardziej niż rodzonego brata.
Cóz, bywają różne odchyły w łebach ludzkich, szczególnie jak przemawia przez nia nie empiria a czysta teoria.
Terrare humanum est.
|
|
Komentarzy:
0
|
|
wtorek, 24 styczeń 2012, 16:41
Zerwał mi bydlak, a ladnie i sporo napisałem...
|
| Bez zmian- pogodowo przynajmniej, snieg praktycznie stopniał, siepo najprzykrzejszy z opadów- styczniowy drobniutki deszczyk... Plany my mieli pierwej dopołudniowe potem przesunęli my na poobiedzie a teraz gnijem doma, ale jakoś zmartwienia po nas nie widać.
Nic urgensowego nie było, lodówa pękaw szwach, bo i dziczyzna w niej z ostaniego polowania. Z nowości, to dodatkowy plus do dolegliwości tqbukowych.Z lewego ucha leje mi się krew, ale nieze środkaa ze skaleczonegoi źle gojącego się płatka. A ktomnie w ucho skaleczył - nie wiem. Podejrzenie pada na jarkę, ale to błedne trafienie, bo gdyby to ona, to już by nie żyła.
Aleona funkcjonuje jak należy, nawet obiad wczorajszy łaskawie odgrzała. O dziwo smaczniejszy był niz wczoraj,no ale w tych sprawach ona jest specjalistka, tak w gotowaniu jak i odgrzewaniu.
Już schodzę z niej, bo mi przestanie pisać. Dwa razy sam zaczynałem, ale ten komp tak łakom mego słowa, ze migiem zzera wszystko.
Za oknem - najgorsza z wyobrażalnych pogoda styczniowa, ani mrozu,ani ciepła, ani śniegu tylko deszczyk pokapuje, gnie szarotki i leluje, uwodziciel zdrajca. Kasprowicz się kłania.
Rewelacja, tylko nie odpadnijcie od kompa. Jarka w swej wspaniałomyślności obiecała towarzyszyć mi w wyjeździe pod mego Druha. Co za szczescie, ale tak naprawdę to jej obecność zapewne wpłynie decydujaco na P. Od niego wiem, że w Zakopcu na Krupówach przynajmniej błocko jak i u nas. No, alew kawiarniach nikt nie krzyczy, by zdejmować, czy specjalnie czyścić buty.
To nie nasza parafia, bou nas w świątyni czystość jak w sali operacyjnej.
Zresztą czy modlenie się i obecność na mszy nie jest jakąś formą zabiegu moralnego, moim zdaniem tak.
Uparcie milczy młode, pewnie znów gdzieśwędruja. Życ nie umierać.
Ale nie, ja conajmniej pół zycia spedziłem na wyjazdach z racji zawodu,za kazdym razem liczyłem dni do powrotu. Bo tqbuk to domowe bydełko, liczyłem nawet w ilu miejscach samodzielnie mieszkałem. W kraju jest ich 5, z tego K-Koźle podwójnie,no i dodać trzeba Azję.Kończyć będę, bo już pieprzyć zaczynam, a tego Jarectwo bardzo nie lubi, i dosłownie i w przenośni.Poślubie, bo przed to bywszy szarwark odrobić musiałem. Teraz Jarecka potwierdziła, no nosa to ona ma. a więc stop do jutra. |
|
Komentarzy:
0
|
|
wtorek, 24 styczeń 2012, 15:49
Niech tam.... Odcinek prawie tysieczny...
|
|
|
Komentarzy:
0
|
|
poniedziałek, 23 styczeń 2012, 20:31
|
|
|
poniedziałek, 23 styczeń 2012, 20:22
|
| Tempus fugit,,, Czas wiele ma cach, barw, ba, nawet zapachów,,, Niby normalka, niby tak musi byc a jednak zawiera w sobie tajemnice i mroczne i radosne... te drugie są jednak niewypowiedzianie trwalsze..
Bywa ze boleśnie ranią...
Co u mnie? U mnie jak u mnie,ale nazwijmy to "W okolicy".. Braciak w ciszy i ukryciu wyjechgał z dwojgiem swych wnucząt, pod sam Zakopiec, do Szaflar,,, Wybór rozumiem, peryferie Zakopca, napewno taniej, blizej wszędzie. A do zimowej stolicy i tak jeźdzli dobrym autem by na Krupówach, u Bacy,w delikatesach i końcu gdzie chcieli dokonywać niezbędnego uzupełniania zapasów. A dwoje wnuczat łacznie czternastoletnia mogła bezpiecznie brykać.
Rozumiem i intencje i celowość ekskursji. Mam pono do odbioru u niego pół dorodnego oscypka. Jak widac sw. Piotr , pierwotnie Szymon, dobrym musiał być człekiem. O ile znam religię, to on chrzcił Chrystusa.
Od P wiem,że krzyż na nosie Druha stoi, aczkolwiek mało widoczny, bo te wczesnozimowe mgły zawsze to utrudniały.
Są tak geste jak wata na patyku i napewno bardzo komplikują poszukiwania nierozwaznych głupców.
Pisałem juz w tym blogu, jak prawie 50 lat temu wczesnym rankiem wyszedłem z niewygodnego spania w Murowańcuz zamiarem rzucenia kaprawym slipiem nz Czarny Staw Gasienicowym. Drogę znałem jak krakowską Karmelicką, ale gdy po 5 minutach odwróciłem sie poza mlekiem nie widziałem nic. Na powrót do schroniska straciłem ok. 30 minut.
Oj tatrzańska mgła, to piękny biały całun,aleć wiele ma na sumieniu.
Po powrocie w schronisku wypiłem kawe ( lurę jakiej świat nie widział) ale dla mnie ona ambrozją bywszy.
A g.... ambrozja, to napój czy trunek godny jedynie boskich ust, a ja zarozumiały tqbuczek miałem sie za taternika. Stąd wiele póxniejszych i wczesniejszych zbładzeń na zyciowych ściezkach, których tam dokonałem.... Dalekie, dalekie echa siegaja i dzisiejszych dni, niech tam,wspomniełem, że przeszłość zostawia blizny i widać tak być musi.
takze wspominałem już jak w burzastej pogodzie wyruszyłem z murowańca do Zakopca, na baranach niosłem ok 5 letniego Andrzeja a obok szła moja ówczesna żona. Nie daleko, na Przełęczy Między Kopami ona wybrała Skupniów Upłaz a ja zejście w Dolinę Jaworzynki, bo tam szałasy pasterskie z watrami, ogrzać się można, osuszyc. Małżonka miała czekaćna nas przy stacji kolejki w Kuźnicach. Cóz nie płakałem, jedyne co nas łączyło to Andrzej. Rozpustnie wziąłem taxi,która zawiozła nas na Kościeliską, gdzie mieszkalismy. Tą małą reminiscencją zakończę notke, alepod powiekami zostanie mi autoobraz siebie samego z Andrzejem na karku i poczuciem złosci, nie strach,złosci. To zresztą był nasz ostatni wypad w życiu. Giewoncie, żegnam się patrząc na twój krzyz.Do jutra. |
|
Komentarzy:
1
|
|
poniedziałek, 23 styczeń 2012, 20:14
Dzień za dniem znika z noworocznego kalendarium..
|
| Tempus fugit,,, Czas wiele ma cach, barw, ba, nawet zapachów,,, Niby normalka, niby tak musi byc a jednak zawiera w sobie tajemnice i mroczne i radosne... te drugie są jednak niewypowiedzianie trwalsze..
Bywa ze boleśnie ranią...
Co u mnie? U mnie jak u mnie,ale nazwijmy to "W okolicy".. Braciak w ciszy i ukryciu wyjechgał z dwojgiem swych wnucząt, pod sam Zakopiec, do Szaflar,,, Wybór rozumiem, peryferie Zakopca, napewno taniej, blizej wszędzie. A do zimowej stolicy i tak jeźdzli dobrym autem by na Krupówach, u Bacy,w delikatesach i końcu gdzie chcieli dokonywać niezbędnego uzupełniania zapasów. A dwoje wnuczat łacznie czternastoletnia mogła bezpiecznie brykać.
Rozumiem i intencje i celowość ekskursji. Mam pono do odbioru u niego pół dorodnego oscypka. Jak widac sw. Piotr , pierwotnie Szymon, dobrym musiał być człekiem. O ile znam religię, to on chrzcił Chrystusa.
Od P wiem,że krzyż na nosie Druha stoi, aczkolwiek mało widoczny, bo te wczesnozimowe mgły zawsze to utrudniały.
Są tak geste jak wata na patyku i napewno bardzo komplikują poszukiwania nierozwaznych głupców.
Pisałem juz w tym blogu, jak prawie 50 lat temu wczesnym rankiem wyszedłem z niewygodnego spania w Murowańcuz zamiarem rzucenia kaprawym slipiem nz Czarny Staw Gasienicowym. Drogę znałem jak krakowską Karmelicką, ale gdy po 5 minutach odwróciłem sie poza mlekiem nie widziałem nic. Na powrót do schroniska straciłem ok. 30 minut.
Oj tatrzańska mgła, to piękny biały całun,aleć wiele ma na sumieniu.
Po powrocie w schronisku wypiłem kawe ( lurę jakiej świat nie widział) ale dla mnie ona ambrozją bywszy.
A g.... ambrozja, to napój czy trunek godny jedynie boskich ust, a ja zarozumiały tqbuczek miałem sie za taternika. Stąd wiele póxniejszych i wczesniejszych zbładzeń na zyciowych ściezkach, których tam dokonałem.... Dalekie, dalekie echa siegaja i dzisiejszych dni, niech tam,wspomniełem, że przeszłość zostawia blizny i widać tak być musi.
takze wspominałem już jak w burzastej pogodzie wyruszyłem z murowańca do Zakopca, na baranach niosłem ok 5 letniego Andrzeja a obok szła moja ówczesna żona. Nie daleko, na Przełęczy Między Kopami ona wybrała Skupniów Upłaz a ja zejście w Dolinę Jaworzynki, bo tam szałasy pasterskie z watrami, ogrzać się można, osuszyc. Małżonka miała czekaćna nas przy stacji kolejki w Kuźnicach. Cóz nie płakałem, jedyne co nas łączyło to Andrzej. Rozpustnie wziąłem taxi,która zawiozła nas na Kościeliską, gdzie mieszkalismy. Tą małą reminiscencją zakończę notke, alepod powiekami zostanie mi autoobraz siebie samego z Andrzejem na karku i poczuciem złosci, nie strach,złosci. To zresztą był nasz ostatni wypad w życiu. Giewoncie, żegnam się patrząc na twój krzyz.Do jutra. |
|
Komentarzy:
0
|
|
piątek, 20 styczeń 2012, 12:28
Pijatek- oj jak to dawno bywszy.....
|
| Po ćwiartku pijatek.... Jak ja to znosilem? Czemu nie protestowała M....s? Dle niej picie w meskim gronie było normalką, o ile naturalnie nie znajdowało odbicia w pracy... Ale nie- tu byłem bez zarzutu..
Dowody w szufladzie w mej norce.... Mam wszystkie, co cenniejsze, osobiście najbardziej krzyż orderu Polonia Restituta cenię.
Czy na niego zasłużyłem, czy to sprawa aktualnej koniunktury... A kto to wie?
Mamy kalendarzową zimę, juz od miesiąca, a za oknem śladowy śnieg, temp w ciągu doby od świąt ten sam od minus 5 nocą do plus dychy dniem.. Ma to wiele dobrego wiec milkaj tqbuku...
Me zdrowie? Precyzując- samopoczucie, chyba poprawia się..Od dwóch tydni grobowe( nomen omen )
milczenie rodzeństwa, smutnawo mi ...Na pogrzeb zjawią się...
Pamietam pogrzeb Matki- w deszczu.. Na pogrzebie Jareckiego nie byłem- nomen omen, tego dnia miałem operację, w Krapkowicach...
Jarka wysz.la na zakupy a może i odetchnąć ode mnie, hej to chyba ma być razem..Jestes polonistką Beato.
oswieć tqbuka...
Bogu dzięki Jara zdrowa jak rydze z okolic wiaduktu w Głębcach..
Małe zameldowało że dotarło po długiej podróży do purusinga...Tam lato, cieplutko, oby także poza atmoswerą..
Co nam dolega? Samotność, cięzka, ale to wina Jarki, ona w pewnym okresie jej potrzebowała, a odresteurowanie napowrót- kome nicht ist frage...
Giewont- Tatry- Zakopiec- Krupówy- Walowa góra... To chyba na Antarktydzie....
Smutność.... |
|
Komentarzy:
1
|
|
czwartek, 19 styczeń 2012, 15:00
powtórne ble, ble, ble- z małymi szansami na zapis
|
Blog jest bardzo niechętny w tworzeniu go i to idealnie współgra z organiczną wręcz niechęcią do pisania go ze strony Jarki. Zazdrość, zawiść, jakieś uprzedzenia? Mniejsza z tym. Coś tam bedę pisał nawet jeśli będzie to poza domem w jakimś punkcie komputerowym. Pisząc te słowa Jarka mówi słusznie,jakby to było brukanie jej szlachetnej osoby. A są meście świadkami, że krzywdy napewno jej nie robię. Mam i dowód na to, jak ktoś się odezwie, to dołącza pozdrów dla niej.
Stop skargom, nic nie dadzą a mniezaraz wyłonią nowe plamy na łapach.
Ona w swoim laptopie koresponduje nie wiadomo z kim i po co ale mnie to poprostu wisi, to nie czasy sprzed 30 lat,kiedy jej ktoś się ukłonił, to jakby mnie dzgnął w serce. Niestety szkarłatna róża, którą przyniosłem w 83 roku, zwiędłai nawet czuć ją. Trudno, nikt mi niczego nie kazał i wołami nie ciągnął, wszystkobyło mym własnym wyborem.
Nie mogę powiedzieć, ze nie mam opieki, ze nie dba o mnie, nie stara się ulżyć okresowym bólom, nie gotuje zarełka,podziwianego także naprzeciw - to wszystko mam, brakuje jednego. Miłosci,jeśli ona kiedykolwiek była, to nie dla mnie. Bo takać nie istniała.
Jarka to tramwaj, jest wejście i wyjscie z jej serca. A skoro tak, to oczywistym jest, ze ilu weszło tylu wylezie. Każdy z bagażem doświadczeń o przeróznych barwach i smakach. Ja napewno do prymusów w tym procederze nie należę. Dosyć, sam do siebie wstręt czuję. Nie amen a stop. |
|
Komentarzy:
0
|
|
sobota, 14 styczeń 2012, 12:39
Miawszy ten zamiar, już biore sie do jego realizacji....
|
| Zdecydowanie po świętach i dobrze dla mnie przynajmniej, pracujacy zapewne myślą całkiem inakszy...
Ale -wolnoćTomku, w swoim domku, nawet w wannie sadzic bez- i td.
Wreszcie z dawna wyczekiwany snieg, nie wiele go ale widoczny i poza jezdniami nie topnieje.
A w tej chwili duje wręcz poziomo- ladne to, ale na dłuższą metę uciążliwe...Młode calymi dniami i wieczorami, poza chałupą, ale jestem w stanie to zrozumieć... Przylatuj z końca świata pod nasz i swój adres, ale ma kumpelstwo..W przeciwieństwie do nas jest powszechnie lubiana , jej to zasługa, walor, a my , szczególnie ja ,stare zgryźliwe pierdoły.
Wczoraj swięta zwieńczyła kolenda, obcy ksiądz, ale miły, kulturalny i chętny do rozmowy, stąd na nasze zaproszenie po załatwieniu całego bloku , wrócił do nas na kawe. Tak zresztą dzieje sie corocznie. Niedługo wyfruwa małe, kwestia najbliższego tygodnia. Dla nas przykre, ale tam czeka jej ślubny i kochający byczek.
Stary tqbuk nadal tęskni w dzień i śni nocą o Tatrach. Z braku laku, nawet się do nich tuli. Nihil novi. Rodzina przyzwoicie dzwoniła, ale bez cienia zachęt na spotkania. U nas to samo. Z cała odpowiedzialnością zapisać mogę, że świętowaliśmy sami. No wigilia była większa o męża młodej, przez co bardziej bogatsza.
Konsumpcyjnie dać swiętom trzeba najwyższą ocenę. Uchroniliśmy się bez historii zdrowotnych, tqbuczysko ma chwilami bolawe serce, ale Jarka, zdrowa jak rydze, które małe przywiozło z krakowskiego kredensu.
I to byłoby ścisłe kompensum ostatniego tydnia, jeszcze jedna uwaga- wysłałem 7 kartek + dwa listy. Echo - pozdrowienia od zawsze w tych sprawach akuratnego P. Amen tego pacierza na dzisiaj. |
|
Komentarzy:
0
|
|
wtorek, 10 styczeń 2012, 12:39
Szarzyzna.....
|
Szarzyzna jak cholera, mijają godziny, dni i tygodnie, zdać by się moglo bliźniacze,. Każdy zaczyna się świtem a kończy zmierzchem. Cały środek to byt, ale jak różne bywają byty, ten, od świąt to flaki na oleju. Zbydlęcony tqbuk ma czelność wspominać flaki od Flisa lub Hali Mirowskiej. To były flaki.
Bywszy, minęło a mijanie to funkcja czasu i co innego może uchodzić za dobry gust, takiż smak i jakość obsługi.
Czasem człowiek nie wie, że ma gastronomiczną perłe w pobliżu. Myśmy z Jarką t,aką odkryli, ok 10 kilometrów od naszej windy. Architektonicznie gotycki zamek, jak to w gotyku wielowieżny, a one smukłe, zawsze zwieńczone najszlachetniejszym pokryciem, czyli spatynowaną miedzią.
Zadowoleni bylim , no ale koszt gustownego i smacznego obiadu popartego wstępnie smaczydełkiem, a końcowo kieliszkiem alkoholu, stwarza wrażenie, że hawełkujemy lub wierzynkujemy. Dość gastronomii, żarełko Jarki zasługuje na pochwały, których słowa blogu nie oddadzą.
Tradycyjny pokój kompowy w naszej wilii zajęty przez prawowitą włascicielkę, a my siedzim w saloniku, a ja przed kaprawymi ślipiami mam żywą niezgorszą choinkę. Jej los dobiega końca, musi doczekać wizyty duszpasterza, a oa już w piątek.
Ciekawym, kto nas odwiedzi.... - wiem, że nie prałat, boć za niskie progi i wredna gęba gospodarza. Jarusia jak zwykle grać będzie rozmodloną, ale ona uwaza, że to jej sprawa.
Ludziów znam i to z rodziny najbliższej, którzy w zyciu nie przyjęli kolędy, choć ich progenitura i rodzeństwo nawet okna myją przed taką wizyta.
Spytał mnie niegdyś prałat, jakich lat sięgają korzenie mej wiary. Ale starość wyostrza stare a nowe blaknieje. Przypomniałem sobie , że lat temu prawie sześcdziesiąt brałem udział w jasełkach a one wystawiane były przy Hucie Zabrze, tak , tak hucie, a przygotowania w Kościele
|
|
Komentarzy:
0
|
|
niedziela, 08 styczeń 2012, 11:01
niedzielnik, pierwszy w tym roku, nie licząc Nowego Roku
|
| za oknem rozpacz. Od ok 2 tygodni albo i więcej- wiatr i deszcz ze śniegiem lub odwrotnie. Gdzie ja widziałem białą wigilię i świeta, lekko mroźny Nowy Rok i skrzyp śniegu pod nogami wracających z sylwestrowych bali.
Nie dla mnie sznur samochodów, jak śpiewała Krystyna K. , ale to wszystko fucha.
Muszę przyznać, że oboje z Jarką jesteśmy relatywnie zdrowi, choć tym razem Jarka wyraźnie bardziej trzyma się formy, a ja chyba z lenistwa albo czegos innego, wyrkuję, obłożony literaturą, takze otrzymaną od P ksiązką o V.Villas, napisaną tuż przed jej śmiercia - co tworzy wrażenie epitafium.
Od Jarki, która już ją połkęła (ksiazkę nie V.V.), to nie była szczęśliwa kobieta, mimo niewątpliwych walorów. Mieć w gardle cztery oktawy, to prawie fenomen. Nie całkiem,bo tqbuczysko pamieta Yme Sumac, która miała w gardle 6 oktaw.
A tak realnie czy nie wystarczają przy ładnej barwie i odpowiedniej dykcji trzy oktawy np. Przybylskiej.
"Pamiętasz, była jesień" ,to siedzi we mnie, jako me ulubienie.
A doma spokój, jak na Saharze, choć wypić jest co, amatorów nie ma. Ale dyć nie otworzę balkonu i nie bedę sie drzeć, choćcie, mam alkohol, nawet Henesi.
Tqbuk, który w prehistorii próbował i denaturatu przepuszczonego przez piętkę chleba. Alkoholozm w pełmej krasie i gdzie się podział. Zginał wraz z całą werwą tqbuka.
Jarka dopytuje, czy to jej wina... a czyja ma być.
Jakoś nie mam inwencji, co ze znastwem potwierdza Jarka, zatem Amen. |
|
Komentarzy:
0
|
|
niedziela, 08 styczeń 2012, 10:38
|
|
|
piątek, 06 styczeń 2012, 15:42
piątek- i
|
| Swieto kościelne, a jakże...Zupełnie nie rozumiem genezy tego dnia....Ze trzech monarchów hołd oddało
nowonarodzonemu- nie tylko oni z darami.. Bo ja wiem, może pastuszkowie, pierwsi byli, a ze nie majetni?
No ale ja nie od rozumienienia, oraz interpretacji Biblii..
W domu normalka, do obiadu wyrko, a po nim mój przyjaciel komp.. Ale bez inwencji..
Za oknem nadal plucha, dodatnia aura i nawet pozorów zimy..Ale spokojnym, ona zdązy przyjść, i nadokuczać?albo i nie. W końcu to relatywizm moralny...
Czas na marzenia o ciepłej soczystej wiośnie-Takiej do konsumpcji,,, Czy dożyje jej, czy dojży mnie u swych stóp kamienny druh, w prehistorii uznajacy me istnienie, mimo minionego ogromu lat...Ale on jest chyba wieczny a i moja pamieć o nim przekracza przyzwoitość.. Nikogo i niczego nie pamietam tak żywo... Europejskiej, Orbisu, Kmicica, bez Watry.. A łep na Bulwarach miałem tak, by po otworzeniu, kaprawych ślepi wpadł do nich promyk słońca, i moje Giewoncisko..
Czy może być coś piekniejszego, od przejscia Strążyskiej i w momencie wyjścia na polanę Strążyską ujrzec grozne kamienne, ale jakze bliskie sercu ceprowskiemu bydle, przeogromniaste bydle?
A może on w srodku pusty, tylko mieszczący apartameny Janośika lub innego prawdziwego władcy
Tatr?
Druhu, a nie znalazłbyś w sobie miejsca dle wiernego ci cały zywot Tqbuczyny? znów retor...
Dom. Jarka zdrowa chwalić Boga, Minorka milcząca, deszcz ciągły, czasem dla odmiany dołączy płatek śniegu. Pisałem już jesienna plucha.
Zjedliśmy obiadek, dobry choć nie dzisiejszy, ale to nie Większyce i piękny zamek, tylko tqbucza norka, choć ładna i mogę być z niej dumny, choć Jarce marzy sie choćby psia buda, aby w niej nie było mnie, tylkoinny byk.
Oj,za wzór monogamizmu to się jej przedstawić nie da.
Zmarła Violetta Villas , jak to bywa po bywszej, oceny o niej poszybowały do góry. Tqbuk myśli; wielka strata, imponujący głos, przy życiowym pechu.
Ale i tak wyżej od niej cenieą Przybylską, choć nie ta skala głosu, ale jej piosenki np. Pozegnania, będa wieczne. Takoż i ja was zegnam. Amen...... |
|
Komentarzy:
1
|
|
środa, 04 styczeń 2012, 17:13
środa
|
| To już czwarty dzionek, nowego szanowanego ROKU 2012.. Co on przyniesie? Swiatu, Polsce, memu miastu, wreszcie tqbuczynie biednemu...
Tak na poważnie - to mam wrazenie, żeśmy weszli w 1939 rok...
Na świecie ni pokoju, ni spokoju.. Atmosfera jak w garnku, w ktorym gotuja się kartofle, w ostatniej fazie tegoż procesu... Kipienie tuż, tuż, a co to oznacza to ja wiem, rok na który powołuję sie przezylem..
I w nim że na ulicach stolicy o chlebusia kawalek dopraszalem się.Dom w którym mieszkałem, na mokotowskiej Belgijskiej nie istniał,ojca przy nas nie bywszy.. Matka, jak całe zycie miała swe paskudne ,zdeformowane piskle na swej glowie.
Port znalezlismy w Brwinowie pod koniec roku, na samym końcu ładnej zreszta ulicy Zwirowej..
Potem i z tamtad nas wyrugowano, na Harendę, przy drodze do Warszawy...
Naloty, Szwaby. Lapanki, głód, niemiecka z przymusu oczywiście szkoła..
Straszne czasy, ale dystans czasowy zawsze wszystko wygładza. Matka charowała w cukrowni, w Sokołowie, czasem przyniosła dla mnie brylkę cukru, kradzioną oczywiście i wynaszoną po ryzykiem śmierci.. To było swięto, czasem ta brylka miała kolor żółty ( faza melasowa)... Zawsze podkreślam rołe Matki w przetrwaniu okupacii... Chwała ci Mamo, nawet pod obecnym adresem: Kraków -Rakowice..
No dosyc koszmarów, do dzis są straszne..
Udało sie nam przetrwać okupacje potem zmienic adres na Zabrze..
Nie moge dalej pisać, nie zartuję będę ten strach odczuwał aż do drewnianej skrzyni.... |
|
Komentarzy:
0
|
|
niedziela, 01 styczeń 2012, 18:13
nic...
|
Witajcie po świętach. Bogu chwała, że już.Nie lubię świąt, celebry, czynności typu prezenty, itd. Ale już koniec z nimi na rok, dla kościoła kazde swięto, jak następuje mienione jest najważniejszym. Nie prawda ja wolę Wielkanoc. Zielona, często kwitnąca, miła termicznie, a i na tarasie już kolorowo.
Tyleć, jutro siądę i spłodzę więcej, na miare noblowską. Heja druhu mój, pamiętam o tobie we dnie i w nocy, wyobraź sobie, że w noy bardziej ,a dyć baba nie jestes, ty stara skamielino granitowo-łupkowa. Ale trwaj, boś w mym sercu. Amen
|
|
Komentarzy:
1
|
|
sobota, 31 grudzień 2011, 15:31
Ostatnia blożyna w tym roku...
|
Za ok. dziewieć godzin zacznie sie nowy rok., a stary przejdzie do lamusa... A jaki będzie nowy? to pozornie sprawa przewidywalna- ale tylko w generalnym rysie... Szczegóły sa nastepstwem ciągu- jedna godzina awizuje nastepną, dni tworza miesiące, a oneż lata wieki słowem cała nieskończoność.. O ile ona istnieje poza pojęciem z pogranicza matematyki i filozofii... Najtrafniej o jej istnieniu przekonał mnie Lem i to przez swego syna w znakomitym opracowaniu syna dotyczącego ojca... Czy to że jutro będzie numerowane 2012 zmienia cokolwiek w rzeczywistości? Nie, wszystko jakie było, to będzie.. Mozemy miec różne odczucia, a;le to już nasza indywidualna sprawa. Co planujemy na te noc. Ja czysta koszulę i kieliszek koniaku, mimo że nie wolnmo mi.. Co to znaczy nie wolno? Dyć wolnoć Tomku w swoim domku, nawet w wannie sadzić bez... Chyba dziś skończyłem z chrobą, mniejsza czy urojoną, czy rzeczywistą.. Rankiem poszedłwszy do Swiątyni, zmówiłem paciorek, porozmawiałem z prałatem i zaprosiłem go na powitanie Nowego lampką szampana, czy przyjdzie?...
Zrobi jak będzie miał ochotę, zapewne nasze zaproszenie- nie jedyne.
dzień minął nazwałbym to "ozdrowieńczo".
Gorzej moze być z nocą, boć huku i rakiet będzie jak zwykle multum. uznaję prawo do tego, co nie znaczy, ze to lubię. Miałem przerwę w pisaniu i terazki do północy pozostało niecałe 8 h.
duże prawdopodobieństwo, że dożyję, a mijający rok jak i 2010 były dla mnie złe szczególnie zdrowotnie. Szpitale, lekarze, badania, diagnozy, potrzebne to i nie ważne, że dolegliwe, istotne, że stwierdzenie ewenyualnych dolegliwości - tym tylko pozostaje. Leczenie to jak zawsze tylko iluzja.
Dwa słowa w rzeczonym wyżej okresie, spotkałem się z ogólną życzliwością, taką pt. Jeszcze zyje, stary, a niech mu tam, nam to nie przeszkadza.
Ciepło otrzymywałem ze słońca, potem grzejników, a cały czas Jarki. Dobra z niej kobita, tyle tylko, ze brzydula, cóż sam dokonałem wyboru.
Konczę już teuprzejmości, jutro wspomnę o minionej nocy i swym samopoczuciu w dniu pierwszym 1012. Amen
|
|
Komentarzy:
0
|
|
piątek, 30 grudzień 2011, 17:00
|
|
|
piątek, 30 grudzień 2011, 16:53
|
|
|
środa, 28 grudzień 2011, 17:25
no,no wlazłem wiec cosik napiszę...
|
| Rutynowo, ale z zadowoleniem-- Swięta świta i po nich,,, Czakałem na moment, kiedy będę mógl to powiedzieć...Więc mowie to, i to z zadowoleniem...
Ocena- ego-nieco zdychajacy, pozostali OK. Jarka wspaniała w inwencji świątecznej, takoż w przygotowaniu i jakości kulinariow... Zloty medal, no nie olimpijski, ale mniam malski.. to zdanie nie tylko moje
ale i Minorki Bedącej na świeta u nas, wraz z mążusiem marki francuskiej.. Pojechali na dalsza część do jego brata w Paryżu,,, Po przylocie dali znać , że OK, za dni perę Jean odlatuje do Azji a Minorka wróci do gniazdana dni parę.
Jej cecha, bodajze najlepsza, to to, że ze wszystkich miejsc na swiecie, a widziała ich multum, uwaza rodzinne pielesze.
To dobrze ale i źle. Wolałbym większe przywiazanie azjatyckie, bo trwa już prawie 3 lata i oby potrwało ile trzeba, z perspektywą powrotu do Europy.
W tej chwili trwa okrtes, który jastary byk lubię najbardziej - konsumpcję pozostałości, bez ceregieli, życzen, przestrzegania form itd. Jeść co jest, co sie chce, jedynie w ilościach dozwolonych. Nie będe przypominał o Majorki złocie kulinarnym.
trza mieć dar Boży. Wczoraj cała rodzinną bandą odwiedziliśmy prałata, przy okazji stajenkowania. Miłe słowa, stosowne konwenanse. Będę powoli kończył. Bardzo źle pisze się na tej reszcie z kiepskiego od poczatku kompa.
Dostałem dziś info, że jutro bedzie wizytacja Jo i Pio, czy aby nie jestem głodzony, czy izby czyste i drzewko stosowne, itp. Mieszkam tu ok 28lat ale wspólna wizyta będzie pierwsza. Dzięki Ci o wysoki za bywsze i prośba, bym dotrwał następnej. Bedzie tela. Amen |
|
Komentarzy:
0
|
|
niedziela, 25 grudzień 2011, 12:53
po Wigilii, południe, pierwszego dnia świąt
|
Niby nic nie zawiodło, aleć lubię w dniu tym ciut białości, ciut mroziku, tak by miało sie przekonanie, że jesteśmy w trzecim dniu zimy AD 2011. A ten awizowany bra, to właśnie błąd w termice, lecz tym nie ludzie rzadzą, choć próbowali. Gdybym miał oceniać, to weniec laurowy przypada poza dyskusja Jarce. Wszystko wspaniałe i najwyższej próby, o Giewont przewyższające wierzynkowo. We mnie jeszcze jakieś resztki chorób "zwiastowanych mi" na internie i kardiologii. Trudno się dziwić mym odczuciom; ojca mego nie było juz od ok 10 lat, mama jeszcze funkcjonowała i próbowała rządzić. Z bratem podchodziliśmy do sprawy ze zrozumieniem,ale i tak najdłuzej mama bywała u Jo a tam zacznało iskrzyć razem z dzwonkiem do drzwi. Dość tych gorzkich żali. Wracam do domu, ku memu żalowi nadal kompletna cisza miedzy mną a naszym autonominwanym przyjacielem. Trudno, powiem mej przyjaźni " nie miła Bogu ofiara wracaj ciele do obory". Hopsa ciele to moja przyjaźń a nie szacowna osoba, której dotyczy.
Małe ze swym mężem spokojne, dość ciche, mocno łózkowe, niech wiec nie mówi, że on jej nie kocha. Zresztą w ich sprawy wchodzić nie zamierzamy. Przyjechali z Krakówka , autkiem z wypozyczalni. Jutro je zwróca, pozegnają nas i via Kraków Paryż na drugie święta do J. Potem on do Singapora a na do nasna parę dni. Niech się nacieszy nami o Majorka nią. Ja się nie liczę bom wypierdek mamuta i to jeszcze zdchający. I Jo i Pio dzwonili i nie mogę uskarzać się , choć zauważyłem chłód w Jo (normalka) i brak pasztetu u Pio. Trudno przeżyjemy. Praktycznie te swięta zafundowała nam uczelnia realizujac swe zobowiazania wobec mnie - profesora.
Ja więcej pisać nie będe, bo Majorka miesza mi się w treść , to jak chce niech sama dopisze ewentualne uwagi.Amen
|
|
Komentarzy:
0
|
|
środa, 21 grudzień 2011, 17:05
Tydzień, który swym końcem rozpoczyna święta...
|
Bardzo znamienny tydzień, dla kobiet orka, dla chłopów czas ewentualnej pomocy a głównie to zakupów, a w nich głównie alkoholi... Z wyjątkiem słodkiego tqbuczego maleństa. "Nam pić zakazano"- to za Adasiem. No bo picie i strzelanie w sumie prowadzi do jednego - zwycięzyć nad przeciwnikiem silnym łebem i groszem.
No dość tych dywagacji alkoholowych, bo nasze panie choć mówią - nic to- to roboty mają po pachy. Mieszkań musi błyszczec jak ułańskie buty wyjściowe, pachnieć winno nie le soire od Coti, karpiem, indorem, czerwonym barszczem, słowem kulinarnie. Powiem wam drodzy, że bardziej cieszy mnie przedsmak świat, niż sama konsumpcja, która ma naturalne ograniczniki.
Tyle tytułem preludium, czas na rondo, a onoż takie, że Jarka sama lub ze mną 2,3 razy dziennie wychodzi na zakupy i przynosi dziesiąti kg, przetwarza to aromatycznie, a przejeść mamy to w trójkę. No dla ścisłości + kotek Morusek, ale jego gusta całkiem różnią się.
Rozmawiałem z mymi, u Jo spoko, jak co roku. Nieco komplikacji u brata i dopuszczam możliwość, że swiętować będzie z nami. Posłaliśmy x,y,kartek życzeniowatych, do dziś nie nadszedł ani jeden ripost. Cóz vis major, puty dzban wodę nosi itd. Za120 godzin o tej porze będziemy jeszcze w trakcie albo już po wieczerzy. Jarka deklaruje pasterkę na miejscu a ja na Ana-Bergu.
Dalej nie będę sie już wysilał, do Wilii jeszcze 120 godzin, zdąze jeszcze 2, 3 blogactwa stworzyć. Amen
Dobrodziej milczy, mimo, ze widział i mnie i osobno Jarkę, ale nikt nie powiedział, że jeśli mowa jest złotem, to milczeniem srebrem. Skończyłem.
|
|
Komentarzy:
0
|
|
niedziela, 18 grudzień 2011, 17:46
Smutnawym....
|
Może dlatego, że nie czuję się zdrowy, mimo żem po lekarzach i szpitalach. Wypada mi odrzucić od siebie głupie myśli, dyc za sześć wieczorów będzie Wigilija. I niby wszystko jest w porządku, ale co poradzić, skoro czuję sięjak napisałem. Nie sądzę bym miał schodzić przed swiętami, czy nawet w tym roku, choć za dżo gwiezdnych nieb z mego kapitańskiego mostku przy kuchennym oknie, pięknie je oglądam w każdą pogodną noc.
Stało się to mym codziennym przyzwyczajeniem, jak np branie leków. Aleć i aura nie ma nic wspólnego ani z grudniem, ani z zimą ani ze świętami. W swym długim żywocie wiele widziałem nieboskłonów i róznych temperatur, ale 15 stopni C w połowie grudnia, trwających od dłuższego czasu wieloobszarowych susz, nie pamiętam.
Cóz, człek wsystkiego musi doświadczyć, chce czy nie chce, boć to spoawy boże a nie ludzkie.
Bogu dzięki Jarka zdrowa i kwitnąca, mimo, że nie przyzna mi racji, ale patrzałki mam po dwóch operacjach i widzę wyraźnie. Nie chcę jej zbyt chwalić, to zawszeć bład, bo gotowa ędzie szukać potwierdzenia mego zdania u innych... Pieska natura kobiet.
Kupiłem choinkę, zwykły świerczek ok 1,5 metrowy. Stoi na balkonie i czeka na swe dni weselne, kiedy w pięknych ozdobach cieszyć będzie nasze oczy.
Kot Morus praktycznie nie opuszcza mego pokoju i swego w nim miejsca, tj pufu , na którym śpi. Kupiłem wczoraj listewki, dziś facio je umocował i mógłbym urządzić górską ekspozycję miejsc, które od pół wieku kocham. I znów tarość, nie wiem, gdzie te fotki położyłem, ale przysięgam, są w mym małym pokoju, ale gdzie? Oboje z Jarką wtrynialiśmy lufy w każde, możliwe miejsce, i co, nico, jakby w wodę wpadły.
Alem spokojny, w naturze nic nie ginie...
"Plany na jutro, główne zakupy, myślę o indorzei szynce. To moje główne świąteczne menu, nie chcemi się pisać dalej, chcę tylko podkreślić, że nasz Prałat, jakby zapomniał o nas, albo całkowicie zmarginalizowł. Ale pouer kui? Kończę te parę linijek wyraźnie mi ulżyło, przywykłem do blożenia jak Jarka do zakupów.
Małe milczy mimo, że wie zem chory. Nie chcę kasandrzyć, ale martwi mnie to. Amen
|
|
Komentarzy:
0
|
|
czwartek, 15 grudzień 2011, 11:28
no, wreszcie wszedlem, moze cosik napisze i uwiecznię
|
| Dla potomności, oczywista..Już kcom mi pomnik postawić koło Adasia, ale nie M a B i nie na rynku, a na Rakowicach... Nie pisałem dni kilka, no bo tak- dochorowywałem- . Ale robic to nadal to czasu szkoda..
Ale, byłem zgodnie z poleceniem Dr Mykietyn u kargiologa, zbadał, bardziej na prośbe Jarki niżli z własnej inicjatywy, nic wielkiego pono nie wysłuchał, a na UKG pójdę o8. o2. roku pańskiego przyszłego. czyli czternastego... Jak dotrwam, ale święta pomogą mi....
Już tylko tydzień doń, a we mnie ani grama tęsknicy...z ulgą powiem.........I po swietach...
Starość zwiększa wiek, zmniejsza wiekszość pragnień, i wprowadza drewniana obojetność.
Ale choinki już wieczorami świecą, w kościele widać przygotowania, nawet żłobek jest, aleć jeszcze pusty
Patrzyłem wczora z wieczora w ciemniejące niebo- gwiazdy są- i droga mleczna czasem widoczna...
Brak oszczedności u góry- wylewać hektolitry mleka. Wszystko milczy, ja kartek pare wysławszy oczekuję
riposty. alec z tym kiepsko bywa. Jarka całą duszą i niewyczerpaną parą- psząta- dokladniutko i wszędzie..
Och, co to będzie, co będzie..Piotr wrócił ze stolicy od córeczki i wnucząt...
Nasze azjatyckie Małe milczy jak pustynia Gobi.. Zapewne dotrze na gotowe, razem z gwiazdka startową..
Nie chce mi sie dalej pisać, zatem do jutra... |
|
Komentarzy:
0
|
|
czwartek, 08 grudzień 2011, 12:24
|
| Była młodość, było zdrowie, byla ochota i do życia i do picia... Bywszy minęło- został permanentny niedosyt tego wszystkiego- może to i lepiej...
Grudzień, jutro Jara w Gliwicach na Polibudzie ładować będzie do młodych łebów żetelnom wiedzę...
Pardon dni mi sie kurczą, to pojutrze bedzie... w sobotę, co za różnica z resztą...Tqbuczek rostomiły sam będzie, opuszczony aleć mu to nie pierwszyzna...
Czasem mam wrażenie, żem samotnie żywot przetracił- choć to teoretycznie niemożliwe...
straty to nie sieroty, stadami wystepy mają...
A jak ona sie starannie przygotowuje do wystepów..Ubrana po parysku, dzięki Minorce, takze dzieki niej pachnąca Chanelem No 5..
Słowem wprost do konsumpcii, a biedota tqbuczek wlezie w BMWicę i do kawiarni jakowyś zajrzy, na kawę której wg. Jarki ma w domu kilka gatunków...
A czy on nadal chory, czy ozdrowiał w komfortowej lecznicy? Oni sami nie wiedzą...
Chyba entliczki-pentliczki czerwone góziczki na kogo pop[adnie na tego bęc...
Mija pierwsza dekada grudnia- nigdy to co nadchodzi nie cieszyło mnie specjalnie, i nadal tak jest..
Barek pełen wymyślnych alkoholi, ale zdaniem hipokrateso podobnych i wtórującej im Jarce- nie dla mnie sznur samochodów ( tak spiewala Krystyna Konarska, tu w Kę-kożlu, nawet dla mnie jak poprosilem)..
Za oknem przedzimię, pruszy, ale nie odkłada sie snieg, za to zdecydowanie wietrznie...
Ale serducho me przepustowe bardzo, mimo dużego nateżenia ruchu przez ponad półwiecze, nadal oczekuje chocby promyków wewnatrznego ciepełka...
W piwnicy całkiem ładna sztuczna choinka- ale do mego buduaru zakupię taka mini-mini prawdziwą..
Siedzi we mnie kawał romantyka nadpsuty coprawda, ale mimo starości głodny uznania i podziwu..
Bede te ewangelię kończył... Od odebrania zlych wyników sercowych, rodzina nawet nie zapytała o nie..
To prawda, że najlepiej to razem na fotografiach... |
|
Komentarzy:
1
|
|
wtorek, 06 grudzień 2011, 16:51
psinco
|
wtorkowy popołud, całe niebo w ciemnej atramentowej barwie, gdybym to widział w Zakopcu, chował bym się jak najgłębiej. Aleć tu same chmury, bez ich łez, rzgmotów i głośnych kichów.
Dość bajdurzenia, idzie na burzę, ma prawo, to przedzimie, ale dzień był ładny, poszliśmy z Jarką bardziej na rekonensans niż na zakupy. Ale i tak pełne dwie siatki przydżwigaliśmy.
Od rana spoko doma, zero telefonów, pukan, jak bysmy rok temu zdechli. Ale przyjdzie na to czas, przyjdze czas, na piękne orszaki. może z orkiestrą może nie, na teren wiecznej sypialni. Widzita jak delikatnie piszę. Czy aby nie przesadzam. Diogenes miał Ksantypę a ona cykutę, aleć dawno to było. Zrobiłem drobne przeszukanko u Jarki, znalazłem co następuje; rodzynki, migdały, śliwki suszone i inne bakalia, którymi zbrodni nie da się popełnić nawet na starym cukrzyku.
Trzymam się kurczowo zaleceń doktorki, jjem jak wróbelek, chudnę jak wieprzek na wiosnę a dziś waga wykazała wartość poniżej 90.
Za pasem święta, trzeba będzie zwiększyć dawkę insulu - boć nie daruję indorowi z Jarczynym nadzieniem, jak i sledziom, karpiom i innym stworom pływajacym, A za trzy tydnie o tej porze dawno będzie po świętach.
Przyjaciel nadal milczy. Różne sa barwy miłości, takoż przyjaźni, różne smaki i widoki - rezerwuję sobie tylko tatrzańskie i żegnam Was do jutra. Nie płaczta.
|
|
Komentarzy:
0
|
|
niedziela, 04 grudzień 2011, 20:01
za trzy tygodnie....
|
| O tej porze, daj Boże siedzieć będziemy przy wigilijnym stole... Jesli w komplecie to we troje...Jesli mnie
pamieć nie mylito maksimum było nas jedenascie, dwanascie osób, ale taki komplet chyba sie nie zdarzył, to,tylko teoretyczna możliwość... Brak więzi rodzinnej wykluczał to... Co tu ukrywać- jam zawsze był persona(?) non grata... Nie nalezało kochanemu papie psuć nastroju... Czemu tak było trudno mi samemu sobie wyobrazić.... Ale było...Z tych teoretycznych rodzinnych Wigilii ciemność zabrała już conajmniej piec osób... W tym dla mnie najwazniejszą- Babcie Marcjannę, a to na niej głowie lażało całe swiąteczne
przygotowywanie.. Na Wiliję zgodnie z chrześcijańskim zwyczajem zostawiało sie jedno wolne miejsce, ale zawsze pozostawało ono puste...
Konsumpcyjnie wszystko było w porzadku... Alec na te Boże urodziny, wazniejsze od żarełka, są religijno tradycyjne utensylia...
Mogę z całą odpowiedzialnościa powiedzieć, że juz w mym samodzielnym bycie, święta są dostatnie,
spokojne, czesto wieńczone Pasterkowa Mszą, ale dosyć czasowo krótkie, a obfite prezentowo...
Takie czasy... A pisałem lata temu jak spędzałem Wigiliję pod gwiezdzistym niebem, choc dach nad głową był obok, a lat na karku miałem wówczas 25...
Dosyć swiątecznych reminiscencji i planów, najważniejsze, by było zdrowie, kawałek choinki i opłatek na białym, chocby pustym stole.
Pytanie do znawców, co wazniejsze; opłatek czy choinka. Zda mi sie, ze to pytanie retoryczne. A co mi najbardziej podoba sie w okresie światecznym - uliczna iluminacja, piekne wystawy, spieczący sie ludziska i nie da sie ukryć powszechne oczekiwanie na Małego.
Wspomniałem o zdrowiu, a sam nie wiem, czy aktualnie jestem zdrów, czy nie, nic mi nie dolega, ale nie czuję wewnetrznego komfortu właściwego dla zdrowych byków. No w moim przypadku, do przymiotnika zdrowy nalezałoby dodac duzo pejoratywów, a byk to ze mnie zdecydowanie do uboju. Sam sobie w brodę pluć nie bede.Od wyjscia ze szpitala nie musiał bym leżec, a bycze sie całymi dniami, i poza zarełkiem i prasa nie robię nic. Jarka też się nie przemecza, choć mówi, ze robi wszystko.
Ale i mnie i jej dobrze w tym chwilowym dolce niente. Amen.... |
|
Komentarzy:
0
|
|
piątek, 02 grudzień 2011, 15:27
za pasem święta....
|
| Tqbucza natura juz od czterech dni w domku.. Ladnym, brzydkim, to kwestia gustow, a gustibus non est
dispotandum ( albo ntum). nie bedę kopał w żródłach..
Na ogół czuje sie dobrze, bez dolegliwości, aleć wyjątkowo tylko odczuwam komfort, nawet zbliżajace sie świeta nie widzą mnie oczekującego, phi, tam, zapewne wysmienite jak zawsze zarełko, phi nie wypatrywani goście, ph,i choinka i pod nia prezenciska... Z góry wiadomo co to będzie- koszula, krawaty
pidzamy ew, alkohol..
Telefonirowało Małe z Singaporu, ona świąt bardzo oczekuje- świat cały zwiedziła, ale zawsze i nade wszystko przedkłada atmosferę domu... To dobry objaw- mnie dom rodzinny nigdy nie pociągał- byłem tam traktowany jak wypierdek mamuta, nikt poza moją posmiertnie dopiero pokochaną Babcią, Marcjanną Banasiak nie oczekiwał szczerze .. Babciu, gdziekolwiek jesteś usłysz moje najcieplejsze slowa jakich za życia zapewne nie usłyszałaś. Następny odcinek bloga poświęcę Tobie. Jakżesz ty przez całe życie musiałaś tęsknić za swymi korzeniami na praskich Szmulkach.
Do swiąt jeszcze równo trzy tygodnie, Jarka mi w tej chwili zgłasza, że też brak w niej tęsknoty za swiętami, będzie Minorka. I to wynagrodzi jej wszystko. Wiecej, Jarka w tej chwili mówi, że nie lubi świąt. Lubiła zapewne te w leśniczówce, daleko stąd. No bo las, staw pełen ryb , matka genialna w gotowaniu i ojciec lesniczy, w polowaniu.
Stop z tymi świętami, bo zwolna nadchodzą i generalnie są wyczekiwane i czczone.
Żal do mego pono przyjaciela, aktualnie Prałata.... obiecywał, że zajrzy do szpitala, a już napewno zatelefoniruje. Zapomniał - boli...
Grudzień juz za oknem dzień w dzień zimne, ale prawdziwe słoneczko... Najstarsze niemowlaki nie pamietaja deszczu, ni innych opadów. Może to dla nich i dobrze. Stary tqbuk ma wyobrazenia; zima- śnieg - piękna choinka - wigilia - czasem pasterka. Sporadyczne kontakty z rodzeństwem, nie tęskni ono zapewne za zdychajacym starszym bratem. Vis mayor - mam Jarkę, której zarzucić mozna wiele ale nie brak opieki i współczucia.
Kończyć będę.
Beato, dzieki za bon mot ,odpiszę jutro. |
|
Komentarzy:
0
|
|
środa, 30 listopad 2011, 11:29
w małym mieszkanku, na Piastowie, wysiadło tqbucze zdrowie...
|
| Cóż, bywa i tak. Zanosiło się zresztą od około roku. Dolegliwości rosły, przysłaniały niedolegliwości, dominowały i było to obligo, by pójść z tym do lekarza. Zrobiła to za mnie jak zwykle Jarka, a TEN zapoznawszy się z wynikami laboru,nie tylko dał przekaz do przybytku zdrowia ale wręcz namawiał.
I tqbuczyna, biedna stara psina, poszła na K-Kozielska internę, i od razu niespodzianka. Nowy ordynator - moja pani od słodyczy. Nie wiem czy ona słodka czy nie, nie próbowałem i nie zamierzam, ale o tyle to dobrze, ze ona me zdrowie zna napewno lepiej niz ja sam. Ja kieruję się odczuciami, a więc w przypadku choroby czy zdrowia, bólem, zmianami organicznymi, czy nie, a lekarka wyczuwa choróbsko jak ja zapach calvadosu.
Mniejsza z tym, pięć dni szpitala. Najważniejsze; czyściutkiego, przyjaznego pacjentowi, maksymalnie wyposażonego w" diagnozometry". Uwalił się tqbuk w sali nr 59 wielkości odpowiedniej dla ilości chorych, i wzięli się za niego. Badań multum, wieksza była tylko liczba zastrzyków. No aleć to był szpital,a bez tego nie był by nim. Leżałem tam juz dwukrotnie z podobnymi dolegliwościami, ale były one wyleczalne. Obecnie zdiagnozowane są na własność (czytaj do końca zas... żywota), mozna je podleczać, ale zaden lek nie jest w stanie ich wyeliminować.
Pacjent wchodzi w zwiazek małzenski z choroba, a jak jeszcze ona uciążliwa, to ciągnie za soba więcej nakazów i zakazów, tak że zastanawiam się czy kontynuowanie żywota z nimi nie będzie nadto uciązliwe. Pażyjom - uwidim.
Jedno słowo kwintesencji; zaniedbana i pernamentnie łamana cukrzyca, ot , jaki tqbuczek słodziutki. Więcej na ten temat napiszę jutro, bom już w domu, pod Jarczynymi skrzydłami, które choć dobre, to anielskimi nie są. Muszę wyjść na miasto, mamy załatwienia a cudna bmwica aż piszczy do jazdy. |
|
Komentarzy:
0
|
|
środa, 30 listopad 2011, 10:55
|
|
|
Komentarzy:
0
|
|
sobota, 19 listopad 2011, 17:04
|
| Komp to nie jast bydle dyszące intelektem. jak np. tqbuczyna.. To oczywistość...
Z tqbukiem zmierzyc się w tej mierze mogła tylko Jara- niedowiara.. Aleć po paru konfrontacjach wycofała sie w buraki, bo prawidłowo ocenila dystans nas dzielący... Dziś na obiad będą reminiscencyjne drobiazgi.
Nic istotnego ale to bruk żywota człeka poczciwego- Uklony Panie Reju z Nagłowic- Tyś autorem pierwszego bloga w Rzeczpospolitej... O panie pisałeś, o wójcie i o plebanie..
Mego plebana już blisko dwa tydnie brakuje, (Oj, brakuje).. On sam chyba nie wie, jak jego osoba wpływa na otoczenie..W niej zreszta nihil novi..
Za to na naszych szczytach, czyli np. Tuskogroniach jakby halny podmuchnał..
Rzeczony expoze wygłośił- a było ono przyznaniem sie do klapy... zamiarow i zamierzeń..
Czyli planów i dokonań...
Smutne to ale nie jest dobrze w Rzeczpospolitej..
Ceny rosną doslownie nocami, a to utrudniony dostęp do zakupów, a wiec zmniejszenie podaży. I spirala się nakręca. G...ny przykład, ale jeszcze w tym roku nie zjadłem rydza, choć datowo juz po nich. Nawet biedne grzyby rozumieją, ze nie ma co sie pchać do garnków, skoro nie bedą traktowane jak delikates a najwyżej zaspokoją zwykły głód. Ale bez rydzów można doskonale zyć, jednak podrożeć ma praktycznie wszystko, w tym leki łacznie z moją insuliną. Ze strachem oczekuje jutra i według zapowiedzi najbliższych czterech a nie trzech jak wczoraj pisałem lat.
Odnoszę parszywe złudzenie, że nasza gospodarka, produkcja, export i import nie tylko nie rośnie, ale wręcz cofa się.
Byli już za tqbuczego żywota takie okresy, zawsze usiłowano namówić naród do cierpliwości, bo wróci lepsze wczoraj.
Za starym, by wierzyć w cuda, że będzie lepiej. Jesteśmy na równi pochyłej i cofamy się w tył. Premierowskie expoze, niezłe w sumie, choć złe w treści i tak najważniejszych problemów nie ruszyło. Służba zdrowia, transport, komunikacja, paliwa, w sumie wszystko.
Nie palę alepali Jarka, a ja widze, że ceny śmierdziochów, na przestrzeni platformiackich rzadów wzrosły dwukrotnie. Dobrze, że nie truja podwójnie przynajmniej.
Dość jękliwości tqbuku, bądź dzielny z całym narodem wsłuchuj się w ułudy, to narkotyk na niedostatek.A bieda twemu Druhowi nie zaszkodzi.
Styknie... |
|
Komentarzy:
0
|
|
piątek, 18 listopad 2011, 18:56
|
| dziś raczej bez kamiennych druhów i potocznych wspomnień...
Dzis do poludnia czekalem, a z jego nadejściem słuchałem naszej rodzimej Phytii, czyli premiera...
Nastawilem sie nieprzychylnie, bo lubię go najbardziej na boisku... Mniej w rządzie...
Spotkało mnie przyjemne rozczarowanie.. Bez fantasmagori ale i brutalności - po prostu quintesencja naszej aktualności. Moje wrażenia: jest źle a ponadto nasuwa się nad Polskę rzeczywista bieda. Trudne to beda dni, miesiące a tqbuczym zdaniem nawet lata, około trzech. Po których mamy wyjść na prostą, już nie w dół skierowaną a leciutko paraboliczną.
Zawsze to pociecha. Głupi tqbuk od początku nie wierzył w bajeczki, ze kryzys Polskę ominął, że daliśmy sobie radę itp.
On dopiero nadchodzi - trudno, nieuniknione, świętej pamięci babcia Marcjanna opowiadała mi - kilkunastoletniemu smarkowi o kryzysie jaki przezyła, z urodzenia już biedna, w czasie wielkiego kryzysu w pierwszym cwierćwieczu minionego wieku. Kilkakroć powtarzała przykład, że kupowała zapałki rano za normalną kwote, by wieczorem płacic za nie tysiackrotnie wiecej, teraz do tego nie dojdzie, to inne mechanizmy makroekonomiczne. Aleć teraz jak zafundujemy sobie u Freda obiad na dwoje, to płacimy za niego ok 60 zł, przewiduję, ze za rok zapłacimy 3 razy tyle. Trudno, trzeba będzie wyłączyć knajpy z repertuaru życia.
A wracając do premiera, te minorowe wieści przekazał spokojnie, i na tym kończe swoje dzisiejsze wrazenia- dotad komentowane w telepudle. Tyle ofi... Z innego bieguna;dzwoniła młoda - względnie w porządku ale szczerze, nie wszystko nam się podoba.
A tak w ogóle to Jarka miała wczoraj przykre dolegliwości, ale dzielnie je przetrzymała i dziś jest mniby ok. Nie mogę dalej pisać, tym bardziej, że wyręczam się Jarka a ona się buntuje. Jutro sam stawię czoła trudowi twórczości. Oj ciężki chleb noblisty notatkowo - blogowego. |
|
Komentarzy:
0
|
|
czwartek, 17 listopad 2011, 14:58
bez ochoty, ale nieco napiszę...
|
| Tylko pogód nie zawodzi, nadal słoneczny, rozświetlony, ale zimnym, niegrzejącym światłem...
Jesień ma sie ku końcowi, drzewa tracą liście, tym samym kończy sie złoto, i wspaniała kolorystyka...
Nadejdzie niebawem słota, wiekszy jeszcze chłód i co rano patrzeć bedę w okno, czy nie ma bialego futerka- materialnego dowodu zimy...
Inności to jeden wielki zawód i rozczarowanie- pod kazda względną..
Zdrowie było było, ale minęlo..Nawet echo już nie oddaje pogłosu...Lekarze są nie na darmo przestraszeni..
Mało żem stary rzęch, to i psychicznie teraz już rozbity...Po trzech czwartych wieku w człeku tylko wyobraznia jest zawsze chłonna i relatywnie świeża...RELATYWNIE...Boi sprawy pozamaterialne sa zawsze relatywne...
Czekam na powrót mej lekarki n.bn., aktualnie ordynatorki kękozielskiej, interny...Gdyby była byłbym terazki w szpitalu...
Czy zaluje? trudno żałować że sie nie jest w szpitalu, ale napewno dobrze mieć go poza sobą...
Aktualnie Jo rozmawia z Ol która w poresingu, ok 15 tyś. kilosow stąd..
Zainteresowanie mną rodzeństwa przyzwoite..
Mayorka opiekuje sie mną wyśmienicie..Pod tym względem- moge być zadowolony, maloć, ale z braku laku i kit dobry..
Kończyc bedę- nie ma co fantazjować, blog zakłamany- to papier klozetowy...
|
|
Komentarzy:
0
|
|
poniedziałek, 14 listopad 2011, 17:23
przedostatni dzień w domu...
|
| Autor tej przepysznej prozy do szpitala pojutrze jadzie, panie Zielonka. I nie ma zludzeń, zdrowko tqbuczka zastrajkowało... Pełnym nadziei, że na zarty, tak dla hecy, aby było cieplej w plecy...
Czy boi się-nie, pobytu napewno nie, ale rozpoznania i diagnozy- tak.. Sama swiadomość poprawiła mi samopoczucie, choc to oczywiście iluzja, ostatnie zdanie mieć będą medyki...
No i w domu poprawila sie atmosfera, bo przejeta Jarka skacze wokół swego skarba jak nigdy...
Ale po nie pierwszy mój szpitalny wypad, ale ona nigdy tak nie skakała-- Czyzby przeczucie?
W najgorszym przypadku będzie miała jeszcze jedną szansę na polowanko..Hm. do trzech razy sztuka..
Ale to zawsze toto-lotek...
Ale co mi jest- pojącia nie mam, wyniki zrobionych badan rozchwiane, ale nie denne...
Dobrze, ze na miejscu, bez godzinnego dojazdu i świadomości że- hej, daleko za mgłą, jest rodzinny mój dom-...
Tylko bez mdłej ckliwości, tqbuczku, weż sam siebie krotko za uzde przy samym pysku, i udawaj bohatera..
To chyba Dolęga-Mostowicz. Powiadomiony o tragizmie sytuacji braciak zadeklaroweał przyjazd jutro...
No ,Jarka już pyszne flaki gotuje, hę jaka dobra, a ja to mogłem rok prosić to mi uparcie szpinak z jajkiem proponowała...
No, stop ... szpital jest od tego, by udawać się tam chory i wychodzić zreperowany. To reguła, ale wiadomo ze od kazdej są wyjatki, ale wyjątek ma to do siebie, że trafia się rzadko. Co ma być - to baje a życie płynie sobie jak płynęło, no może nie tak pięknie, jak Bystry pod mym balkonem na Bulwarach, dokładnie pół wieku temu. Oj, jakim był piękny, jaki młody, przysięgam, że jak szedłem z ładną dziewczyną to inneć oglądały się i mówiły, och jaka piekna para. G... ale mnie łechtało. Jarka mówi, że jestem prózny, a tak, a jakże jestem, szczególnie jak żołąd pusty...
Bywało, pamiętam głód, pamiętam proszenie wyciągniętą łapką o kawałek chleba. A wokół szalały płomienie palącej się Warszawy. Rok to był tragiczny 1939. A i potem bywały okresy niedostatku, ale już nie tak ostre.
A czarnego, dużego astrachańskiego kawioru + kielonek armeniaku zawsze mi brakuje. Ale tu napuszczona przez medyków Jarka nawet przy mym barku waruje, a obiecywała lat temu wiele miłość, wierność i posłuszeństwo .Kończę, bo pozostało mi 36 godzin domu. Dziś nie piszę amen, bom nie Kubuś ale fatalista. |
|
Komentarzy:
0
|
|
sobota, 12 listopad 2011, 17:30
Usiłuje, ale czy mi uda?
|
| A bo to co wiadomo z tym staruszkiem kompem?Nawet pretensji do niego mieć nie można, bo to tak, jakby kto miał prety do mnie, że biore sie za coś co przekracza mój, co prawda genetycznie, dany mi intelekt... a co to w ogóle jest ten intelekt.. Zdolność szybkiego kojarzenia najprościej rzecąc? Ale chyba nie tylko- znam powolnych jenteligentów, dobrej marki, ale i powolne muły mieszczące w glacy tony rozumu, alec znów, czy rozum= inteligencja? Heba ni... A futurystycznie, czy druh mój rostomiły Giewont ma intelekt? mym zdaniem tak,, Nikt nie udowodnił że inteligencja własciwa ożywionym... Ewenement, bywszy dziś rano w świątyni, z Jarecką, rozmawialiśmy chwiłę z naszym pralatem... Miła krotka rozmowa o niczym- ale nie sposob zapomnieć, że tenże pralat, jedyny w Kę-Kozlu, corocznie 11 listopada odprawia mszę za Ojczyznę. Rutynowe zaproszenia ale bez ustalania dat, tak sobie kurtuazyjnie, wszak musimy pamiętać,,że nie rozmawiamy juz z proboszczem nowej, bo 25 letniej parafii, ale z papieskim nominatem do wcale nie tylko honorowej prałatury. Należy mu się, za odwagę w słowach i czynach, kazdego dnia potwierdzających niby powszechnie znany fakt, ze tu Polska i Polacy. Rzeczywistość jest inna, Pan ma rację,panie prezesie K. No moi drodzy z wyżyn do qasi- rzeczywistości. Jakoś tak boczkiem, boczkiem Jara postawiła na swoim i od środy będę spał pod innym dachem i żarełko inne hamał i w drzwi popatrywał, czy nie idzie ta wstrętna Jarucha. Aleć złe minie, jak mija i dobre i nijakie. Mam jeszcze 75 godzin domowych zagwarantowanych, starczy na 2 lub 3 kłótnie z Jarką, podanie Morusowi kilku posiłków. Brat i siostra już wiedzą, ale żeby zwaliło ich to z nóg, nie powiem. Prawdą a Bogiem,my się przejmujemy tylko wzajemnymi chorobami, dawniej priorytet miała Ola, ale od pewnego czasu orzekła, z moimi chorobami radzi sobie sama, boć co poradzicie mi na odległość 15 tys km. Bez żadnego powodu Jarka oblała sie potem. Naprawdę potem a nie przedtem. Piękne niebo i słońce ale temperatura dobowa oscyluje wokół zera. |
|
Komentarzy:
0
|
|
piątek, 11 listopad 2011, 15:07
wstrętny komp po paru zdaniach
|
| odstawił mnie od nadobnej piersi..
Złe- nie ma co ukrywać, wczoraj w szpitalu u P. Dr. Mykietyn zapadła decyzja- szpital, prawdopodobnie w przyszłym tygodniu, od środy... Napewno nie radość, ale jak mus to mus..
Ratuj tqbuk własną dupę.. Dzis ani w poprzednich dniach, chory nie czułem się.. Ale badania zrobione mnie
Na oddziale tzw. Ratunkowym pokazały, że wszystko u mnie nieco niedomaga, a w sumie nie wygląda to wesoło.. Czy sie martwię? o siebie nie nadmiernie. Ale o Jarkę pozostawioną tu w samotności- tak..
Co Jej strzelić może do łeba to tylko komórkowa wrózka zapewne wie, bo sie nachalnie wtrynia..
Wiem, ze to jej walka o klienta, zarobek.. Nie jestem idiotą i wiem ze to nagrane w paru wersjach apele bym jej odsłuchał. A wała jak kraina cała..
Dziś dzień niepodległości.. A może nalezy przez duze N lyb nawet i DN..
Nie, bo moim zdaniem nie sąśmy niepodlegli i ne będziem... Fatalne położenie geograficzne, i ubóstwo ekonomiczne wykluczają dla nas wolnościowe Dolce Vita.
Ale nie skarż sie tqbuku, głodny nie chodzisz, ani obdarty, a dla niektórych toś arbiter elegantiarum...
Pogód- nadal piekny, ale chłód już nie mija wedle połednia..
Zakopiec znów daleko, braciak nawet nie odzywa sie nie mówiąc o rajzowaniu...
A Giewont, a Krupówy, a Orbisiatko z Murowaną Piwnicą, a ulubiona szczególnie Europejska i Szarotka. A spacer Grunwaldzką, sprawdzewnie czy rzeczywiście hotel mosci Kmicica jest odbudowywany, bo bez niego Zakopiec, to jak frak bez głównego guzika. A nie ciągnał mnie dalsze wyprawy, bo o dalekich to mowy nie ma.
Nie wszystko sie ma co sie chce. Ja prócz krwistej tesknoty za Zakopcem, chciałbym wygrac we wczorajszym losowaniu główną nagrode, tj około dwa miliony... Kupiłbym sobie Zakopiec,a g..., górale ze swoją pazernością chcieliby za tę Sabałową dolinę tyle, co za województwo krakowskie z dodatkiem Wawelu i smoka. A niech by dostali smoka, może zzarł by ich na przekąskę, choć to lud niestrawny.
Rozpisałeś sie chorowity d...ku, i błądzisz w marzeniach, które smaczne są przy ich konsumpcji i bardzo gorzkie, i rozczarowujące przy zwrocie. Amem...
|
|
Komentarzy:
0
|
|
czwartek, 10 listopad 2011, 18:46
najnowsze dni tqbuka
|
| Dziś czwartek, niezmiennie piekna jesień.. I to jedyne, co aktualnie piekne, przynajmniej w moim otoczeniu..
No, wykluczajac Jarkę, bo ona w swym wieku powtornie zakwitła no może nie osiemnastką,ale i nie prawie sześćdziesiątką, jak wskazuje papierek zwany tradycyjnie metryką..
Kwitnie powiedzmy jesiennymi astrami... Piekne kolorowe ,ale bez smaku- widziałem jakim brakiem zainteresowania potraktowały je kozy.. Ja je lubie, samym jest pózno jesienny opadły liść buczyny..
A i twardość buka, gdzieś zniknęla... Moze przy wlaściwej pielegnacji i dbałosci, wrocilaby, ale na krótko..
Wszystko ma swoj kres..
Tak jakoś nie mogę przejsć do meritum...
Tqbuk zachorowawszy, co stwierdził lekarz opieki domowej.. Słodki tqbuczek, ze stosownym skierowaniem odwiedził tut. szpital, a tam zaproponowali pobyt niezbyt długi, aleć intensyeny. Ja tam się nie boję, ale Jarkę tompnęło mocno. Ja nie czesto zmieniam adres na szpitalny, tu jednak istnieje konieczność. Żadnych inwazji nie obiecują mi na szczęście, samą tylko rutynę połączoną z dietą i obserwacją. Jedno z prognozowywch podejrzeń, to nie przestrzeganie antysłodyczowych zaleceń.
Ludzie, a gdzie ja mam szukać słodyczy w moim wieku, w domu jej nie ma i nie będzie. Ale nie przeczę dużej ilości samarytanizmu. On nigdy nie był i nie będzie uczuciem. Można go kupić, to tylko kwestia ceny, ale miłość, to kwestia uczuć i wnątrz ludzkich.
Ola. Cisza. Joanna i Piotr mający już info zaniepokojeni, może nie samą chorobą, ale tym, które z nich otrzyma luksus zawarty w trzech słowach BMW. A możeć Jarka wkońcu zdecyduje sie na siedzenia za kółkiem, załatwiłem jej instruktorkę do kilku godzin nauki -jej przynajmniej nie bedzie gdakać, wolniej, nie widzi pani człowieka, światło zielone i tym podobne stwierdzenia rodem z nauki jazdy. Będę kończył, choc mam duzo do zapisania a przede wszystkim fizyczne i moralne przygotowanie się do eksodusu. Dziś go jeszcze oglądałem, w porównaniu do kliniki, to jest pałac Rezy Pahlewi. Amenujemy.... |
|
Komentarzy:
0
|
|
niedziela, 06 listopad 2011, 12:01
od Witowa. Chochołowa, Czarnego Dunajca, ciepły wietrzyk powiewuje, gnie szarotki i leluje - uwodzicel, zdrajca, idzie płynie ku dziewczynie, powoli się skrada, a dziewczyna aże blada tak rada ze swego sasiada
|
To chyba , niepewnym, Kasprowicz albo Przerwa Tetmajer.
Niby nic na dobrą sprawę mała strofka, a czuć ją górami, jak wtedy, gdy wstawszy rankiem okno otworzyłem na Bystry, a za nim w perspektywie z mgieł porannych wyłaniał się druh mó;j ukochany granitowo łupkowy Spiący Rycerz. Wieczny symbol Zakopca.
Od dziecka po starowinkę każdy wie o kim piszę i gdzie zwrócić patrzałki, by go ujrzeć. Potem już wybór należy do patrzałek. Najczęściej przeswają się one ku nosowi, by sprawdzić, czy przypadkiem nie pali fajeczki. Jeśli pali to nazad do wyrka, gdzie ona niezdążyła nawet wstydu schować. Jeśli zaś Druh trzyma prohibicję tytoniową to należy przyspieszyć ruchy małej i dać jej impuls do szykowania sniadanka.
On musiał najczęściej do pracy a ona do teatru na próby, bo tam aktorzyła. Będzie o Druhu, ale trudno nie dopowiedzieć, że małe, zapomniałem nawet imienia. Przypominało Tulza - Letraca i jego największe dzieło Nagą Maye Cayetanę. Trudno, że wolałem patrzeć na Druha, niźli na ten akt . Tym bardziej, że za nim garbaty nie byłem jak Tuluz, a i ona nie prostytuciła się ani księżniczką nie była... bo z tych gatunków kobiet Hiszpan czerpał modelki. Załóżmy, śniadanek nie bogaty, nie, to nie śnadanka Jareckiej. Tam bywszy kubek mlika i chlib z masłem. A jak smakowało, gdy za otwartym oknem poszumiwał Bystry, a w oddali z mgieł wyłaniał się zakopiański gigant z krzyżową brodawką na nosie.
Małej zapomniałem nawet imienia, nie rozpoznał bym ją wsród aktorstwa, no ale też pół wieku minęło.A Ćwiklińską to ona napewno nie była, bo ta setkę obchodziła na deskach, ale nie nartowych a teatralnych. Wielka kobieta i talentem i siłą ducha. Coś mi to za duzo tego rosnie, reszta jutro. Aodnośnie dzis Bozia zafundował nam jeszcze jeden dzień cudownej pogody, tylko ze złotobrazu, złota coraz mniej, bo spada na ziemski dywan, a braz poczerni sie i dzielnie trwać bedzie do wiosny.
|
|
Komentarzy:
0
|
|
piątek, 04 listopad 2011, 16:59
Praelatus - Waszej Ekscelenji pragnę słow kilka poświęcić.....
|
Zaszczyt wielki spotkał Opolszczyznę, a więc dużo więcej niźli lokalne wydarzenie. Nas nie zaskoczył fakt wyróżnienia osoby naszego spowiednika i jak sam się zwie przyjaciela.
Radziśmy bardzo choć znając tytularną osobę od c.20 lat możemy mniemać, ze zaszczyt ten jest naturalny jak zima po jesieni, choć budzi uczucia dalekie od niskich temperatur.
Ten tytuł (funkcja?) to jednak także dodatkowe brzemię, mamy jednak nadzieję, że nasza znajomość nie przekształci się w bardzo oficjalną, i że prywatnie liczyć na siebie będziemy móc wzajemnie długie jeszcze lata. Pisząc długie lata nie mam na myśli siebie, boć wiem, że na mnie już czeka ktoś antre portas... Czasami nawet kołatkę słyszę, ale to mija.
Cieszę sie, że wcześniej zapewniłem sobie aktywny udział Prałata w tym równie smutnym, co koniecznym obrządku...
Tqbuk w cuda nie wierzy, ale ne sposób nie zauważyć, że cudna złotobrązowa jesień, słoneczna i bez opadów wręcz bezwstydnie trwa, trwa, trwa.... oby kosztem tego nie byłaż takaż zima. Tqbuczku kochany zejdz z tego siłowego łamania języka, boć są proste słowa, równie pięknie oddające uczucia wyższe.
Wczoraj bywszy na mszy pierwszej - Prałata nie zobaczyłem. I nic nie wskazywało,że w tym Domu Bożym cokolwiek się zmieniło.
Ale są rzeczy, które odbiera się nie wzrokiem i do nich należy jakze
często ukrywana wrażliwość.
No tym razem naprawdę zurick do powszedniości. Przed chwilą Jara odebrała telefon z powiadomieniem, że ruter ( to takie piąte koło do kompa, ale niezbędne jak zapasowe w aucie) jest gotowy do odbioru. I dobrze, nadzieja, od jutra nie będę na łasce.
W domu "nihil novi" czyli mieszanina miodu z piołunem. A wiadomo -chyba z Adasia,- że łyżka połunu złamie smak beczki miodu.
Wiadomo biedne tqbuczątko, tu absolutnie bez winy, ale z kwintesencją cykuty trudno walczyc... Wiedział o tym już nawet Sokrates. Choć rozumu to on za dużo nie miał, tqbuk nikomu nie każe trzymać kamieni w gębie i recytować Cycerona.
Ale świat się kręci,kręci, kręci a świetliki lecą, lecą i czasami świecą.
Amen.
|
|
Komentarzy:
0
|
|
środa, 02 listopad 2011, 14:32
tqbucze jajo
|
Tqbuk kategorycznie stwierdza, że tak cudowną jesien widział tylko raz w życiu, a było to w Zakopcu rok przed FIS- em. To był bodajze rok 1980. Dobry Bozia nie bawi się w szastanie uroków świata, pogoda lub nie, to jakiś niebiański totolotek. Ale nawet biorąc to pod uwagę, ostatnia dekada, w której przynajmniej nasze otoczenie przyjęło w całości brązowo-złoty kolor przetykany czasem zielenią iglaków. Zachwyt. I do rzeczy, bo Jarka się wkurzy i nie będzie chciała dalej pisać. Duży komp nawalony, czy tam jakaś jego część, a do małego tqbuk ma pod karą utraty odnóży, zakazany dostęp. I też się nie rwie, na małym Nobla nie wystuka.
No i na początek wiadomość rzeczywiście dużego kalibru, w skali conajmniej województwa. Nasz przyjaciel (tak się przynajmniej mieni, ku naszej radości) ks. E.B. został na wniosek biskupa mianowany przez Ojca Świętego Prałatem. Jego i nasza radość naprawdę duża, tym bardziej, że decyzja jest po stokroć słuszna. Wielkie są jego zasługi, bo na polu, które uprawia religijność wyrosła tak bujnie, jak trawa na angielskim golfowisku.
Ten jesienny złotobrąz dodaje faktowi godną oprawę.
Mile jest otwierać ślepia i spoglądając w okno widzieć świątynię w której rządzi nowy Prałat.
Aleć i inne rzeczy mają istotny wymiar w żywocie ludzi poczciwych, jak my.
Tak z rozpędu to zdanie napisałem, ale prawdą a Bogiem grzeszyłbym obecnie narzekając.
No, co prawda miałem w aucie wybitą przednią szybę a teraz braciak luby rozwalił swój tył i przód innego, na złość nowego samochodu. I to gdzie? - na parkingu. Powód nie uznawanie, że ręczny hamulec został do czegoś w aucie przeznaczony. Niezbyt to szeroki zakres, ale jednak. Szcześciem ubezpieczenia były, wykonawca tez i już wczoraj braciak zapalał lampki na Rakowicach, od nas też.
Ja mam niezbyt dobry okres zdrowotny. Pobolewa tu i ówdzie, pokwękuję, ale czasem się wyjaśnia. Tak jak np fakt bardzo wzmożonej diuretyki, aż do konstantacji, że łykam środki na to, by ją wzmacniać. Odrzuciłem je i rzecz wróciła do normy.
Jara dumna cała, az dyszy zdrowiem i błyszczy chęcią wywołania odblasku u byków.
Tela było by tego, no raczej dobrego. Wrócił na tapetę Giewont, trzymaj się druhu....
|
|
Komentarzy:
0
|
|
sobota, 29 październik 2011, 13:54
Nie mam pewności, że zalogowalem siędobrze i bydle kompie napisze i zapisze...
|
| To już dwudziestydziewiąty dzionek pazdziernika,,, Super expres, gna aż świszczy...
Dziś Jarka ma urodziny... nie pierwsze. nie trzydzieste trzecie, ani też nie mieszczace sie w liczbie ZECHCYKA, no chyba ze do niej dodacie fatalistyczną cyfrę trzynascie..
A ona szczęscia nie przynosi ponoć, chcecie to wierzcie abo i ni. To wasza sprawa.
Ja moge dodać że nie wyglada na tela roków..Zyczenia złożył jej tylko Piotrek. a i to z moim impulsem, resztao milczenie, no może nie całkiem, bośmy zamienili komórki... I co i
tyle ze dostaje mocno zaangażowane, namiętne liściki. Hau. hau, hau- tak je traktuję. Bronić kozie lasu? a bo my to głupie?
Zawsze wiedziałem, żem lepszy, wierniejszy i trwalszy niż łuna.. w tył spojrzyjcie, archeologów spytajcie..
Inkliny to ma tylko do waśni, wlaśnie waśni- nie baśni, choc i bajanie to u nas jednostronne specjalited a la maison..
A pamiętasz perełko złota jakie mielismy wyrzuty- i to na całych ciałach... Trza było nie kończyc gorącego uczucia- kto wie coi by treraz bywszy..
Mądry Polak po szkodzie... A reminiscencja? e, chyba bie wchodzi ew rachubę...
Dopiekły mi dzisiejsze zakupy...Amen. |
|
Komentarzy:
0
|
|
wtorek, 25 październik 2011, 15:22
wtornik - jak to we wtorniku
|
Trochę nadziei, że reszta tydnia cudna będzie jak wczorajszy dzien.
Guzik tam, mokrawo, chłodnawo w sumie wszawo.
To się udziela, przedwczoraj Jarka urządziła sobie kilkugodzinną eskapadę dla niepoznaki poza granicami województwa. Autobus, w nim tłum agresywnych bab, jeden czy dwóch chłopów niepewnych ani godziny w tym towarzystwie, a potem dla zakitowania niesmaku Bazylika w Rudach Raciborskich. Tam mnie jeszcze diabli nie ponieśli. A pisząc teraz dogaduje "a żałuj". Przyjaciel ksiadz, mój podpór duchowy pocieszał mnie najszczerszymi słowami współczucia. A ta, bezczelna, idzie do niego dzisiaj wyspowiadać się ze swych grzechów. Dobre dni się zaczynają, nie ma co. W sobot jej osiemnaste urodziny,. O!! Świat je popamięta... Ale cóż bronić kozie lasu...hau, hau, hau.
Rachunki się wyrównają, niech tylko Zyta dojdzie do siebie.
Biedna kobieta, myślę,że dobrze, że Bozia dobry połączył jej walory fizyczne z naprawdę dużymi zasobami finansowymi.
Tylekroć przechodziwszy obok jej rezydencji zachwycony byłem, ale nie wiedziałem, że los przydzielił mi stan domownictwa. A świetliki lecą, lecą....
Ad rem polegując w domu oglądam tenis na najwyższym poziomie. Turnej Open China. Tryumf- zwyciężczyni to nasza A. Radwańska - aleć łatwo nie było, jej przeciwniczka, Germanka tyż chciała Polce nakopać. Lat temu 40 oglądałem tenis w wykonaniu trzeciej rakiety prowincjonalnego zrzeszenia sportowego "Start" zwącego się. To byl zawody, papcio z mamcią na kortach sikali, a bohaterka niestety okazała się gorsza od obojga Ew mianowicie Czupryk i Fogelman.
Po co pamiętasz te pierdoły tqbuku. Nie lepiej było by zapamętać, a nawet zanotować krzywdy jakie ciępernamentnie spotykają ze strony twej quasi połowy. Dość tego tqbuku, może wyjdziesz dziś, może nie, ale morze jest głębokie i szerokie.
Amenuję....
|
|
Komentarzy:
0
|
|
niedziela, 23 październik 2011, 17:52
Jazda, panie Zielonka....
|
| nadal piękna pogoda, jakby odgórne przedlużenie lata...Cieszy, bo wersja pluchowa, zimna jest dla mnie fe...Ale nie roztkliwuiaj sie tqbuku nad pogodą, bo i w niej mogą dziac się złe rzeczy czy zdarzenia..
Taka uroda tego pono nie najlepszego ze światów-- ale czy lepszy istnieje? czasem myślę, to tqbucze fantazje, że raczej już istniał, a przez podział komórkowy powstał nasz...A czyśmy sierotami w kosmosie?
W oparciu o rachunek prawdopodobieństwa, czy prawo wielkich liczb, to mamy podobne, lub absolutnie inne " pokrewieństwa"..No, z krwią to ostrożnie, ale w końcu jestem ludziem- co nie budzi wątów- jak dotąd niczyich.. Choć nie wszyscy mają mnie za wujka- to też pewnik.. Ale co bym na ten temat nie napisął, to
aksjomatem nie będzie.
Jarecka wyprawiła się w ramach uniwerku dla któregoś tam wieku, na łyk sacrum, gdzieś koło Raciborza
Fatalnie pisze, po kazdym zdaniu czynię poprawki...
Wyszedłem trochę na swą metropolię..
I co ? i nic pustawo głuchawo, jak zwykle oglądnołem słup ogłoszeniowy w poszukiwaniu imprez kulturnych.. ale nico, zresztą slupy dokladnie oblepione kandydatami na posłów... Dziesiątki chętnych z kazdej partyjki... Weszła tylko jadna kobieta, osobiście nie znam jej, ale jaj męża tak- Przyzwoiciel...
Czy chciałbym być pośłem? tak bo warunki finansowe są wspaniałe, miesięcznie to moje roczne dochody,,
z około trzech lat
Czy tak powinno być? a bo ja wiem, siedziałem w samorządach rożnych maści lat parę ale to było zero profitow.. Amen... |
|
Komentarzy:
1
|
|
sobota, 22 październik 2011, 20:19
salute! Nie dziś nie będę pisał, nie ma warunkow, Jarka już gotowa, aby slegla..
|
| Slychac-Nihil novi pod mym solejem..
jutro wiecej tworzyc będę bo Jarka w ramach kursu na ktory chodzi, jedzie zbiorowo w rejon Kużni Raciborskiej.. Tam jakis zabytek sakralny... |
|
Komentarzy:
0
|
|
piątek, 21 październik 2011, 18:09
takie byle co tym razom...
|
| Nadal Babcia Banasiakowa mi przed zamknietymi nawet oczyma pokazuje się...
Widac dostała sygnal skońciś, ze odwiedzam ja na nieistniejącym grobie, Jak tak jest to dzięki Bogu- jej z mojej strony należna jest trwała i głąboka expiacja...Masz ją babciu... Widzę Cię jeszcze w Krakowie, na Daszyńskiego chyba 10/15.. Rok? niejeden, ale tak od 1950 pamiętam mocniej, Ze wtedy większa miłość. nie mocniejsza pamięć...
Ale przyznaję nie byłem dobrym wnukiem.. A gdzie tam, wredne chłopczysko, mające zresztą zdecydowanie zły przykład nie tylko rodzeństwa.. Mocno wykorzystywana była a o dziwo, przysięgam- prawda--Widywałem ją polegulącą, z srancuską gazetą w ręce, chyba Ce Soire,,
Pól wieku minęło za okładem. Drugi krakowski adres- Daszyńskiego 21/21- na którym już nie było dla Ciebie Babciu miejsca.. Potem dostałaś twałe zameldowanie na Rakowicach, ale na czynsz nie było więc i stamtąd
Cię eksmitowano...
Ale teraz sam stareńki, wiem że najtrwaksze adresy są w sercach bliskich...
A ad rem; tqbuczyno, Jara w piastowskiej Bazylice, przedtem w Kękożlu, sąsiadom po reperowane tam radio- oni niewidomi, i radio to ich jedyny kontakt ze światem, prawilno skomentowany...
A dziać dzieje się dużo..... |
|
Komentarzy:
0
|
|
środa, 19 październik 2011, 17:33
|
| To Babcia Marcjanna, ta kochana.. Dużo tego było, będę starał przypominać sobie różne Babcine powiedzonka...Zapewne jednym na świecie, który wspomina Marcjannę Banasiak i o niej ciepło myśli..
Wszyscy ludzie wygasaja doszczętnie po śmierci... Trwa to czasem całe lata a nawet wieki, a w innym przypadku tyle ile przygrobne westchnienie...
Egzemplum: Babcię od pewnego czasu wspominam codziennie i conocnie... A na jej grobie byłem dwa razy w tym jeden to pogrzeb... A ten drugi zakończył sie moim rozwięzłym pobytem w Feniksie, modnym wówczas nocnym lokalu w Krakówku, na Floriańskiej, chyba... Pracowałem napewno, sporo piłem, chyba, z rodziną nie utrzymywałem kontaktów, permanentnie odrzucany przez swojego Jareckiego.. Wiem czemu on mnie całe praktycznie, życie nienawidził... Innym razem to wytlumaczę...
Minorka od świtu powinna być w poresinga, winna dac znać że dotarła w swoje nie najukochańsze pielesze...
Oj, życie różne ma barwy, wielką paletę kolorów i tyleż smaków co wierzynkowe jadło..
Ale zawsze liczą się te barwy po wyblaknięciu, co zostało i w jakim odcieniu...
Doma cisza i spoko, sporo retrospekcii, najczęściej pozytywnych..
W każdym razie potwierdzenia dotarcia do celu nie otrzymaliśmy, ale mam znak że usiłowała sie dodzwonić.. Za to dodzwoniła sie pani z Politechniki do Jarki z info o wykładach, ale dopiero na przełomie roków...
Zaraz humor poprawił sie u Jarki.. Byliśwa przed połedniem, obycwaj w kościele, gdzie mnie raziła eksponowana tam trzystu kilowa dynia..Alez pro quo tam, to nie to miejsce, a dynia to u nas pospolity owoc.
choć nie często eksponowany.. Amen, średni w smaku dniu początkowej jesieni...
|
|
Komentarzy:
0
|
|
poniedziałek, 17 październik 2011, 11:40
|
| Jarka nastawiła, mam nadzieję że już obejdzie się bez niespodzianek...
Wczoraj wyekspediowaliśwa Młode w rajze powrotną, boć na dalekim wschodzie czeka Pan Małżonek-
i to czeka niecierpliwiejąc...Tego jeszcze nie było, a może być grożne- stąd wniosek że już czas na powrót i przysiąście na dupsku..
Zwi azek Małżenski, jak wszelkie zwiazki ma swe prawa którymi rądzi się..
I to nieprzewidywalnie.. Ale byćwa z Jarka dobrej myśli, nic innego nam nie pozostało..
Małe ma niewątpliwe zalety, które mogą zastąpic "inne" niedostatki..Plus gust, zdrowy poglad na Zywot i to Ją strzeże przed autozasraniem..
Ale gdzie tu limes to trudno przewidzieć,,Cest la wieau..
A zycie to często okrutna bajka,czasem tylko dla twardzieli..
Treazki Młode Warszawi sie a jutro z rana wylot,,,
Jest chyba jedna z niewielu która szczerze wolała by pozostać w umiłowanej Ojczyznie..
U nas; jam raczej zdrowy Jarka jak mlody szczypiorek, jeszcze niejeden by skonsumejszen..
Pogodo zmian: piekne slońce ale nie nagrzewające- stąb wniosek, ze lada dzień, dziadek przyjdzie Mróz..
Generalnie nie mogę skarżyć się na aktualna fazę żywota,,
Stan adekwatny do cyfr. Nie cieszy to, ale mam pełna świadomość, że mego wieku męskiego od dwustu lat chłop żaden nie dożył..
Cytacik kolejny - "chłop żywemu nie przepuści", ale czemu, jakie było tło tego groźnego zwrotu, tego nie pamietam.
I tu jedno jeszcze podkreślę, ze jesli pamieć miałaby wagę i średnia męska ważyła by ok. 100 gram,to moja wymagała by elektronicznej wagi cząsteczkowej,boć do normalnej zabrakłoby odpowiednio małego odważnika.
Kończę, bo komp do d...Jarecka niechętnie piswze, choć napisała zaledwie 2 zdania, to trochę tak jak w 45 roku w klasie 3 na dużej przerwie, każdt musiał wypić łyżkę tranu. Ponoć zdrowe, ale lubić nie potrafił nik,zatem amen. |
|
Komentarzy:
0
|
|
środa, 12 październik 2011, 14:30
|
| próbowałem sparawdzic, czy wczora, po moim odejściu od kompa, jednak nie zapisał wypocin...
Nawet tewgo nie potrafię...Umstatkandydat- jak mówiła mości Rupikowa, a słowo to ponoć po niemiecku czy śląsku, oznacza półglówka...
Czyli widzisz-wymaluj mnie....
Wczorajsze popołudnie zle- kłótnia między nimi nastała, i została do dziś, ze śladami i teraz..
A kij jej w nyry... Jara, chora czy zdrowa zawsze mieć i więcej sily i apetytu do niej nizli skromniutki
słodki tqbuczek...Myślę o kłótni, i inklinacji do nich.. Dziwne, mnie zawsze bolą,Ją cieszą szczególnie te
pozorniw wygrane...
Czy kłótnia może być wygrana? widac tak, choc czy "złe" mozna wygrac ? i ponownie; widać tak.
A więc generalnie nadalsmy na szerokiej i wygodnej drogze do rozstania się...
Ale z przyjemniejszego tematu; Pogód powrócił, do górnych szczebli jesiennej piękności,, To miłe mości
pogodzie..
Ranom, przy spiącym jeszcze domu pojechał w siną dal, Niewinnoscia nie kręciłem, ale założone sprawy zalatwilem, i dodom, acz bez entuzjazmu wrócilem,,Teraz widzę, ze przeczucia nie mineły mnie ale trafne były..
Zeby ona tak inne składniki życia małżeńskiego znała i przestrzegała, jak pejoraty, moloby byc pięknota...
Ale nie jest i nie będzie a nadzieja to matka głupich.. Ale jak życ bez nadziei-ona daje siły do przetrwania
i trwania nadal w tym moralno -bytowym marażmie...A bywszy tak pięknie....Za Broniewskim:
Kwitły w Alejach kasztany.
Przekwitły.
Byłem kiedyśw zakochany
Kwiaty kasztanu znikły
Było dużo tego wszystkiego
Pięknego
i nie ma
Dlaczego? W.BRONIEWSKI.. |
|
Komentarzy:
0
|
|
wtorek, 11 październik 2011, 17:26
|
|
|
Komentarzy:
0
|
|
poniedziałek, 10 październik 2011, 13:21
ano, napiszę słów parę,
|
| Przy pomiedzielniku...
Raczej trudny dzionek, a dodatkowo chłodny z przelotnymi falami deszczu..
Ponoć w Zakopanem śnieg i "wstępna" zima..Cóż pierwsza dekada pazdziernicza za nami..
Trochę grzybów pokazało sie na targu, ale drogie i wyłącznie podgrzybki..
Czy może mi ktoś z lilościwych czytelników przypomnieć, jak wygląda dorodny rydz. W zamian obiecuję p[odzielić się z tym człekiem wrazeniami smakowymi.
Na poczatku tego bloga, tak z osiem lat temuopisywałem rydzą uczte w Olczyskiej. A jeszcze wcześniej, lat temu 50 rydzowe żniwa po lewej stronie wiaduktu w Dolinie Łabajówki... Nie mogę tu zataić, choc piszę to niechętnie, że tam rydzobrania nauczył mnie ukochany tata. Jak ten czas leci, ojca nie ma już 35lat, jam staruszek, a wiadukt w Łabajówce stoi, stoi i stać bedzie. A wybudowano gotylko po to, by powolna ciuchcia mogła dojechać z Wisły centralnej, przez dziechcinkę do Wisły Głębce.
Patrzcie, co to jest pamięc, mój pierwszy pobyt w wiśle, u Pilchów, był w 1948 roku. Ludzie 63 lata mineły, upadały imperia, z drobnostek tworzyły sie potęgi, nauczono sie uzyskiwać przepotęzną energię z rozbicia atomu.... i co z tego?
Na świecie jak była bieda, tak jest i będzie. My tez biedni, choć nie w nedzy, Bogu dzięki, ze Minorce kończy się pobyt u nas i musi, podkreslam musi wracaćdo domu. A marzy, aby pozostać, aż dziw, ale myślę tak, czy nie miał bym tych samych odczuć, bo o ile wiem, to rwącsie do Zakopca, jak cham do wody sodowej,to po jednym, dwudniach zacznę sobie odliczać, kiedy powróce w rodzinne pielesze i namiętne uściski Jarki (kto chce niech wierzy - to cytat z codziennego Ekspresu Wieczornego sprzed 50 lat.
Kończąc jeszcze jeden powidok, nie wiem gdzie powstał, jadę kolejką linową, albo frunę, lub latawcem jestem i płynąc widzę szczyty super dorodnych świerków, a na szczytach tychze tak piękne szyszki, że z włoskiego "ujrzeć Neapol i umrzeć".
Człowiek bez wrażliwej pamięci byłby drewnianym klocem.
Dziś za godzinę cukrzycówka - nie będzie przyjemnie, aleć z nią nigdy nie było przyjemnie...Amen... |
|
Komentarzy:
0
|
|
| << | Styczeń 2012 | |
| Pon | Wt | Śr | Czw | Pią | Sob | Nie |
| | | | | | 1 |
| 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 |
| 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 |
| 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 |
| 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 |
| 30 | 31 | | | | | |
Księga gości
| O mnie |
 |
| tqbuk |
|
mala dziura |
| Słówko o mnie |
| muzyka, sztuka, literatura, medycyna |
| Zobacz mój profil |
|
|